Obrazki: Uwaga!

Wszyscy się domagają…
Brak przecinków na obrazku jest spowodowanym jakimś nieznanym nikomu błędem, a nie moim lenistwem.

.

Obrazki: Francja

Po dość długiej nieobecności…

.

Prawda życiowa.

Krótko i treściwie: kretyn.

Sznurówki w czarno-białe pasy

“Tęsknię, choć wiem, nie powinienem.
Zostałem sam jak stoję
Z rozsznurowanymi butami…”

Tworzywo Sztuczne - Sznurowadła

Miałem pomysł na tekst. Coś od siebie i trochę więcej niż to mam zazwyczaj w zwyczaju. Więcej treści, mniej zbędnej wody, bo wodę można pić, ale nikomu jej nie wciśniesz. Chyba, że jesteś na pustyni. Ale nie istnieje coś takiego jak pustynia blogowa. Każdy ma coś, co czyta, jakiegoś znajomego, którego odwiedza w małym internetowym pokoiku od czasu do czasu. jeśli nie ma pamiętniczka to choć bywa na nasza-klasa, myspace, facebook, last.fm, fotka, forum…

Każdy ma znajomych. Choćby tych nierealnych, na wpół zmyślonych, w całości nieznajomych. Poznanych tylko dzięki kilku zdjęciom z różnych perspektyw, z czego każde jest miernej jakości, dzięki paru opisom na GG, dzięki stosom emotikonek. Bo to jest takie prawdziwe życie. Prawdziwe życie w dzisiejszych czasach zaczyna się nie od poczęcia, lecz od www. Można by o tym zrobić plakat - niszowy, rozchwytywany przez pseudokrytyków prawdziwej sztuki. Można by i wypisać na murze. Obok czegoś w stylu “wyjeb gorset intelektualny” - chwytne, z wulgaryzmem, do prostego alterglobalisty. Umieść to na koszulce i sprzedawaj za trzydzieści polskich nowych złotych w banknotach prosto z bankomatu.

Miałem więc pomysł na tekst. Tekst o czymś, który miał przekazywać wartości, trochę szokować, wywołać bałagan, pokazać mnie w lepszej perspektywie. Coś, co by mi wyszło podobnie do “Filmu z X w tytule”. Pokazać, że jednak umiem coś stworzyć i wyjść z mojego wąskiego pudełka pisania od siebie dla siebie, dla własnej mentalnej masturbacji. Oh, ah, będzie więcej wizyt na blogu, suwaczek pójdzie do góry. Chciałem

Lecz nic z tego nie wyszło, temat mi uciekł i został zastąpiony kpiną, niewiarą w siebie. Teraz we mnie siedzi tylko mały chłopiec z rozsznurowanymi butami. Który marzył o tym, żeby sięgnąć swojego malutkiego nieba. Nie chciał rzeczy niemożliwej, lecz czegoś, co w łatwy sposób mogłoby do niego przyjść. Marzył o malutkiej rączce w jego dłoni, nie o zjednoczeniu narodów. Był Jankiem Muzykantem dzisiejszych czasów.

Tworzywo Sztuczne - Sznurowadła

Wpis chroniony hasłem: Sprawozdanie z góry wełny

Ten wpis jest chroniony hasłem. Aby go przeczytać, wpisz hasło poniżej:


(T/L)ektura

“Myśli me zawsze zależą od tego
jaką lekturę trawię dnia owego.”

Magiera & L.A. feat. Natal.Ka - Są…

Dzisiaj cytat, o dziwo, związany z tym, co mi się w główce uroiło. No, może nie do końca. Przypomniałem sobie o tym, że kiedyś doszedłem do pewnego wniosku, do którego doszedłem również dzisiaj, pod wpływem utworu, z którego jest cytat. A właściwie zrozumiałem, że mam tak samo jak autorka tekstu. Podczas cztania jakoś zmienia mi się patrzenie na świat. U większości myśli tak się dzieje pod wpływem muzyki - wesoły utwór daje pogodę ducha, smutny przynosi melancholię, zaś ostry rock wzbudza chęć do pogowania. U mnie tak nie ma - to ja dostosowuję swoją muzykę do humoru. Kiedy czuję w sobie nacisk wewnętrznych deszczowych chmur, na głośniki wrzucam coś, co przywodzi na myśl ciasne, zatłoczone sale pełne skaczących, spoconych ludzi w ciężkim obuwiu i długich włosach, natomiast, gdy bije ze mnie promienistość słoneczka, włączam powolne gitarowe szarpnięcia lub tzw. muzykę dla tańczących inaczej.

Z literaturą, jak już wspomniałem, jest inaczej. To ona wchodzi głęboko w moją głowę i zmienia tor moich myśli. Przy Świecie Dysku Pratchetta - zaczynam myśleć o magii liczb, fantastycznych przygodach i o gagach z wykorzystaniem trolla z diamentowym zgryzem, brzydkiej czarownicy i całego dysku (żeby nie powiedzieć globu) nieudaczników, w tym także bogów. Bowiem na Dysku mieszka tylko siedem osób, które nie wpadają w tarapaty lub potrafią same z nich wyjść: Babcia Weatherwax (która każdą sprawę potrafi rozwiązać spojrzeniem), Bibliotekarz (mięśniami), Cohen Barbarzyńca (mieczem i toporem) oraz Jeźdźcy Apokalipsy (odpowiednio - głodem, wojną, chorobami oraz ŚMIERCIĄ).

A teraz? Teraz nie w głowie mi magiczne, oktarynowe blaski. Całą głowę mam w tym momencie wypełnioną seksem oraz psią kupą. Połączenie idealne tylko dla zoo-koprofila. To może trochę mówić o Stephenie Clarke’u, autorze “Merde! Rok w Paryżu“. Nie będę się teraz bawić w recenzje. Ani teraz, ani kiedy skończę. Uważam bowiem, że jeśli się nie potrafi to nie powinno się oceniać książek. Mogę powiedzieć tylko “podobała mi się” lub “to nie dla mnie”, ewentualnie wystawić ocenę w skali 1-6, ale to maksimum, które mogę z siebie wyskrobać. Krytykę pozostawię profesjonalistom.

I znów tak stukam w klawisze i nic z tego nie wynika. Ot po prostu sklecenie słów, żeby tworzyło byle jaką spójną, choć niekoniecznie sensowną całość. Ale jak można tworzyć coś fajnego, mając w mózgu kupę, a w drugim męskim mózgu chuć do Francuzek. No, może nie tak dosłownie, ale nie zdziwię się, jeśli dzisiejszej nocy przyjdzoie do mnie bardzo wyraźny koszmar o miłości francuskiej i zwierzęcym kale. Fuj, to nie dla mnie. Musze zmienić lekturę. Jak tylko skończę “Merde…” zabiorę się do nowel Sienkiewicza. Może odrąbywanie siekierą głowy ukochanej żony przyniesie bardziej interesujące wynaturzenia. A póki co bonne nuit.

Pijani Powietrzem - Zmysły, emocje

Zero procent

“Oceniaj mnie,
Niech jad strumieniami leje się.”

Kasia Nosowska feat. Kazik - Zoil

Czasem bywa tak, że trzeba zacząć. Oczywiście nigdy nie ma konkretnego początku, bo nie wiadomo, czy gra zaczyna się podczas tasowania czy może od rozdania kart. Ważne jest kiedy coś się kończy - gra, życie, wata cukrowa. Bo kiedy się już dojdzie do mety to można zacząć kolejny wyścig i znów zatoczyć koło - koniec, początek, koniec, początek. Choć, oczywiście, zakończenie nie musi być rozpoczęciem. Całość może się zacząć wcześniej lub później. Nieważne.

U Hitchcocka ważny był początek - trzęsienie ziemi, żeby potem napięcie jeszcze bardziej rosło. Ale jest to niezbyt dobre podejście, bo co jeśli wpierw wszystko zostanie zdominowane jedno zdarzenie, a reszta mu nie dorówna - zacznie się życie przeszłością, a przecież nie o to chodzi. Bardziej pasuje tu millerowe “Mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy”. W tym jest dużo mądrości prywatnej oraz ludowej.

W końcu bardziej interesujące i podniecające są sceny z armagedonu od tych jak to wielki pan budował kulę z błota przez siedem dni. Jasne, są wersje o krwi i spermie, o rozczłonkowanym synu czy o wielkim jajku łabędzia (który mieszkał sobie w jeziorze wielkiej pustki), ale wszystkie sprowadzają się do jednego - do “dawno, dawno temu”. Dawno temu siusiałem w majtki i nie chcę myślami do tego wracać. Ba, otaczający mnie ludzie też nie chcą, abym im o tym mówił. Są ciekawsze tematy.

W sumie czasem człowiek cofa się do praprzeszłości, do czasów kiedy nikt nie znał zer. Prawdopodobnie to ma coś wspólnego z przesądami. Zwłaszcza w marketingu, gdzie uważa się, że zero przynosi pecha. W końcu zero oznacza nic, pustkę, czarną dziurę. A jak wiadomo, podobieństwa się przyciągają (na przykład nieszczęścia zawsze chodzą parami), dzisiejsi kupcy wolą nie ryzykować i nigdzie zer nie umieszczać. Dlatego ceny mają formę 19,99, żeby nie pisać tych nieszczęsnych trzech zer w 20,00. Tracą na tym jeden grosz, fakt, ale przynajmniej mają pewność, że cokolwiek zarobią.

Początki też bywają trudne. Trzeba mieć pieniądze, znajomości, dobre podejście, optymistyczne - bez zbędnych osób przesyłających smutne emoticony z typowo emocjonalnymi tekstami w postaci “tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro“. Biorąc pod uwagę, że mam dwie z trzech wymienionych tutaj rzeczy - brakuje mi, jak każdemu, pieniędzy - to może będę miał jakieś szanse w przyszłości. Choć nawet nie wiem gdzie ten początek będzie. Ale jak już pisałem - to nieważne. Ważne kiedy się całość skończy.

A mam, oczywiście nadzieję, bo głupio by było, gdybym jej nie miał. Gdyby nie obchodziło mnie kiedy nastąpi koniec - czy to happy czy raczej sad - byłbym naprawdę głupcem. Bo wówczas nie miałbym na nic wpływu - nie wiedząc kiedy trzeba się zbierać do wyjścia, można ominąć parę naprawdę smakowitych kąsków, albo skończyć w zamkniętym i bardzo ciasnym pomieszczeniu. Więc czekam i czekam i mam nadzieję, że się nie doczekam. Czego? Końca. Bo końce przeważnie mają to do siebie, że urywają ciągłość i to, co było stanem rzeczywistym staje się niczym i pustką. Jak kawałek kija, który nagle zmienia się w powietrze.

Do końca świata i jeden dzień dłużej.

N.O.H.A. - Tu cafe